POTRZEBA RUTUAŁU W NASZYM ŻYCIU


Człowiek co dzień gdzieś biegnie, goni, spieszy się. Mamy samochody, samoloty, internet, telefon. Dzięki nim cały świat w zasięgu ręki. Planujemy, marzymy i zaczynamy realizować. Okazuje się że zaczyna nam brakować czasu. Wspaniałe zdobycze techniki, nie są w stanie wydłużyć doby. Pojawia się ciśnienie, stres i niepokój. Boimy się że z czymś nie zdążymy i wydarzy się w związku z tym katastrofa. Jesteśmy przytłoczeni nadmiarem pracy, nauki, obowiązków. Co dalej? Gdzie w tym wszystkim ja?

Ogromną rolę w całym procesie odgrywa umysł. Gdybyśmy tak na chwilę w ciągu dnia nie myśleli o kolejnych obowiązkach i pracy? Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, głowa stałaby się spokojna i cicha. To byłby prawdziwy "oddech" i zastrzyk energii. Okazuje się że taka potrzeba istniała w nas już od dawien dawna. Ludzie poświęcali się modlitwie, by zyskać moment odosobnienia. Wykonywali wiele rytualnych czynności. Jak np. parzenie herbaty czy kawy. Samej czynności poświęcano dłuższy czas i wykonywano ją z namaszczeniem, bez zbędnego pośpiechu w ciszy i spokoju. Co ważne, powtarzana była w tych samych porach i regularnie.

Joga Sutry mówią nam, że joga to zatrzymanie poruszeń umysłu. Stan w którym mętlik jaki mamy na co dzień w głowie zanika. Pojawia się spokój i cisza. Przecież to nadal ta sama potrzeba. Czym jest abhyasa? To praktyka trwająca długo, nieprzerwanie i powtarzalnie. Jeżeli zatem coś robimy od dłuższego czasu, ostałych porach i bez przerw staje się to abhyasą. Oczywiście, jeżeli dana czynność zatrzymuje umysł. Rytuał wykonywany w te same dni, o tych samych porach, bez przerwy, przez dłuższy czas jest praktyką jogi.

Przekładajmy to co na macie, do życia codziennego. Ciężko z dnia na dzień, gdy doba nie chce się rozciągnąć, wygospodarować jeszcze dodatkowy czas na spacery czy parzenie herbaty. Zacznijmy od maty. Jeżeli już praktykujemy jogę, to niech to będzie o stałych porach i regularnie. Daje to komfort dla naszego układu nerwowego, który nie musi działać jak w stanie podwyższonego stresu, gdy cały czas go zaskakujemy. Brak regularnie wykonywanych czynności, sprawa że pozostajemy w ciągłym napięciu w oczekiwaniu na ewentualne zagrożenia mogące nadejść. Mając tę stałą porę praktyki, samą też wykonujmy jak rytuał. Czyż nie jest nim przygotowanie pomocy? Równe złożenie koców, ustawienie maty? Jeżeli zaangażujemy się w ten proces, to już zaczyna nas wyciszać. Każda asana, wejście do niej, trwanie, wyjście, to też są rytuały. Na koniec Savasana robiona z namaszczeniem. Medytacja w ruchu. Oczywiście powtarzana czynność nigdy nie będzie taka sama. Wychodząc na spacer o stałych porach, możemy wybierać rozmaite ścieżki. Dlatego nie przywiązujemy się do konkretnej pracy w asanie, czy sposobu wejścia do niej. Wykonujemy działanie z namaszczeniem i skupieniem ale bez przywiązań. Jeżeli praktykujemy sami możemy Utthita Trikonasanę wykonać w swój sposób. Idąc na zajęcia do swojego nauczyciela, w jego sposób. Udając się do innego prowadzącego, w jeszcze inny. Zawsze jednak jest to rytuał. Inaczej parzy się herbatę w Anglii, inaczej w Indiach i jeszcze inaczej w Japonii, ale wszędzie poświęca się temu uwagę.

Pozostaje nam tylko być w tym procesie bez oczekiwania rezultatów, tak by one same nas zaskoczyły. Parzenie herbaty i jej degustacja nie jest po to by tylko ugasić pragnienie. Niesie ze sobą tak wiele, że nie ma potrzeby koncentrować się na celu, tylko wystarczy poddać się procesowi. Jak w jodze. We wrześniu wiele osób wraca na zajęcia po przerwie lub dopiero zaczyna przygodę z jogą bądź decyduje się na praktykę własną. Dobrze jest wybrać na to, te same pory dnia i tygodnia i bez zbędnych przerw odbywać swoje "rytuały". Naukowcy obliczyli, że jeżeli coś powtarzamy przez około 2 miesiące, staje się to naszym nawykiem, z którym umysł przestaje walczyć.

Życzę powodzenia :)


Opublikowano 10th September 2015, autor: