EMOCJE NA MACIE - EMOCJE W ŻYCIU

 Ostatnie tygodnie prowadzenia zajęć jogi urzekły mnie jednym zjawiskiem. Tym czymś jest transformacja. Klasy, które prowadzę są dość liczne. Mimo ogromnej sali do jogi, jaką dysponujemy w Fabryce Energii, uczniowie ze swoimi matami są dość blisko siebie. Wraz z wejściem kolejnych osób na salę zaczyna się wielki spektakl emocji. Czuć w powietrzu unoszącą się złość, gniew, zdenerwowanie, oczekiwania, czyjąś radość, czyjś smutek. Czy to powinno nas dziwić? Nie. Przecież osoba wchodząca na salę do jogi nie staje się z tego powodu oświecona. Warto zauważyć, że po całym dniu jesteśmy nasyceni przeżyciami dnia. To wszystko pod wieczór zaczyna się w nas gotować. Z takim bagażem idziemy na zajęcia jogi. Dlaczego zatem, przekraczając próg szkoły jogi, miała by nastąpić zmiana?

Zanim przyjdziemy na zajęcia jogi, jesteśmy poprzez nasze zmysły przez cały dzień z ciała wyciągani na zewnątrz. W pracy, szkole, domu, bycie przy tym co widzimy, czy słyszymy jest bardzo ważne. Zatem jesteśmy tam na zewnątrz. Przednia część mózgu intensywnie pracuje, myślimy, planujemy. Zanim zaczniemy praktykę, jesteśmy w zachowaniu tacy, jak podczas całego dnia. Wchodzimy na salę ze swoimi emocjami i myślami. Mając uwagę i emocje wyciągnięte na zewnątrz dla wielu osób ważne jest, aby być jak najdalej od osób ćwiczących wokół. Pragną zgromadzić wszelkie pomoce i czekać na rozpoczęcie zajęć. Niesamowite, jak przypomina to codzienne zachowanie. Chcielibyśmy poodsuwać wszelkie problemy i sprawy na bok i zgromadzić wokół siebie wszelkie przedmioty, gwarantujące że będziemy czuć się bezpiecznie i oczekiwać na to, co ma nadejść.

Zaczyna się medytacja. Pierwszy kontakt z swoim wnętrzem po całym dniu. Obserwacja oddechu. Powietrze w czasie wdechu, wprowadza nas z zewnątrz do wewnątrz. Pierwszy moment zaakceptowania świata, który nas w tym momencie otacza. Pierwsze oderwanie się od myśli. Później asany. Nie po to, by wyżyć się na sobie i zapomnieć o całym świecie, ale dla uwagi do wewnątrz. Nauczyciel prowadzi, a Ty podążasz za jego słowami po swoim ciele. To tak jak wyprawa z przewodnikiem w góry, gdy palcem wskazuje Ci kolejne miejsca, na które warto zwrócić uwagę. Krok po kroku wspinamy się coraz dalej, coraz wyżej. Czasami jest ciężko, czasami łatwiej. Jednak uważność na sobie jest kluczem do wyciszenia, do bycia ze sobą, niezależnie od miejsca i czasu. Jeżeli udaje się to w trakcie zajęć, gdzie blisko wokół Ciebie ćwiczy wiele osób i dzieje się dużo, to jest duża szansa, że ten stan zabierzesz do domu ze sobą. Tam gdzie w hałasie i zgiełku miasta szukasz wytchnienia.

Żyjąc w miejskiej dżungli możemy czuć się przytłuczeni nadmiarem bodźców. Nie ma potrzeby przed tym uciekać. Poprzez uważność i akceptację warto odszukać w sobie spokój. W trakcie lekcji, w miarę upływu czasu, nadchodzi przełomowy moment. Klasa zaczyna podążać za wskazówkami, a z sali jakby ktoś zaczynał spuszczać powietrze emocji. Co ciekawe, nie pozostaje po tym pustka, tylko w jej miejsce pojawia się pozytywna energia, które zaczyna rozprzestrzeniać się po sali, przenikając każdą osobę. Na koniec Savasana, by całość opadła i skumulowała się w ciele każdej osoby na sali. Znikły negatywne emocje. Zostały przetransformowane. To niezwykły cud. Choć nie ma mowy o tutaj o tajemniczych siłach, tak naprawdę to ciężka praca każdej osoby stojącej na macie. Ogromny wysiłek mentalny i mięśniowy jest tego przyczyną.

Wracając do pracy, szkoły, domu, niech praktyka nadal trwa. To, co było dyskomfortem na zajęciach, teraz jest innego rodzaju uciążliwością. Na zajęciach przeszkadza ból mięśni, w domu nieposprzątane mieszkanie. Na macie myślisz, że dłużej w asanie nie wytrwasz, w pracy być może wydaje Ci się, że nie podołasz z kolejnym projektem. Wychodzisz na zatłoczone i głośne miasto, tak też może być w trakcie zajęć. Jednak nie w sztucznych warunkach, ale jak najbardziej realnych, uczeni jesteśmy, jak w tym wszystkim odnaleźć siebie. Wyjść poza strefę komfortu by uwolnić się z spirali emocji i myśli. Wystarczy wytrwać w tym procesie transformacji jak najdłużej. Jeżeli mamy przenosić praktykę z maty w życie, to jak możemy to zrobić, stwarzając sobie sztuczne warunki? Wchodząc do pracy nie zatrzymujemy ręką zaległych spraw, a drugą tych nadchodzących, w międzyczasie gromadząc wszelkie potrzebne nam narzędzia do pracy. Raczej wszystko zwala nam się na głowę i w tym chaosie zaczynamy zaprowadzać porządek. Otaczające nas osoby na sali do jogi to w przenośni problemy, które są bardzo blisko. To tłoczące się myśli i plany w głowie. Nie chodzi o to, by je poodsuwać jak najdalej od siebie i dzięki temu szukać spokoju. Brak porządku nie jest na zewnątrz, ale wewnątrz nas. Warto zaakceptować, sytuację taką, jaką zastaliśmy, i spojrzeć w głąb siebie. Joga nie jest ucieczką przed światem, chowaniem się w swoim bezpiecznym kącie z matą. Joga to życie. 


Opublikowano: 27.04.2017

Autor: Marek Bednarski